Widzisz posty wyszukane dla słów: Staw biodrowy





Temat: Bez Dogmatu nr 41 Biały Batman=Karol Wojtyła
Hanna Ablewicz pisze w artykule "Tyłem do przodu"

Kościół, Glemp i ich pryncypał nie byliby tematem moich rozważań i troski,
gdyby z Polski nie uczynili Niebiańskiego Pastwiska. Z kraju w środku
Europy zrobili pośmiewisko, polder, na którym rozlewa się bezustannie
ciemnota, obskurantyzm, szumowina średniowiecza.
   Tylu nawróceń, zawierzeń, krzyży, kościelnych wieżyc i modłów, jak
właśnie w "umiłowanej ojczyźnie" papieża, nie było u nas od stuleci. Nic
nie ma tragiczniejszego od narodu głuptaków, cierpiętniów szukających z
obłędem w oczach swej tożsamości. Włażąc na krzyże, ołtarze i dachy świątyń
jesteś widoczny dla wszystkich; jeśli wyznajesz katolicki confiteor, masz
jak w banku, że okażesz się autorytetem.
   W kraju analfabetów wtórnych i funkcjonalnych, moralnych bankrutów,
"naukowców" od tezekinezy i medycyny alternatywnej, różdżkaży, tarociarzy,
wypędzaczy diabłów, pijaków, gwałcicieli, morderców i nosicieli wielu
innych plag, zagrażających nawet cywilizacji szczątkowej - dokonuje się
"nowej ewangelizacji". Ludzie, którzy nie są w stanie powtórzyć prawidłowo
trzysylabowego wyrazu, czują się "jak w Niebie" wysłuchując bełkotów spod
ołtarzy, z ministerstw i sal konferencji prasowych.
   Nieszczęsny kraj! Ile jeszcze lat będziemy czcić zrywy zakończone
klęskami, konstytucję, która nigdy nie weszła w życie, dzień Ducha św,
Niepokalane Poczęcie itp. świętości? Według prawa jesteśmy państwem
świeckim, a dzisiaj kto ma odwagę zażądać szacunku dla rozsądku? Nikt o to
nie ośmieli się upomnieć, bo nikt już nie ma krzty wątpliwości, że podążamy
ku ustrojowi totalizmu kościelnego. Rzecz jasna Kościoła
rzymsko-katolickiego; szczątkowe ilości wyznawców innych religii podzielą
niedługo los arian.
   W barach szerokie, w głowie cofnięte, od nalotu Batmana przypomina
hominida. Posiada dwuboczne spłaszczenie, nadmiernie rozwiniętą
szczękoczaszkę, ugięte w stawach kolanowych nogi. Sunie do tyłu, więc jak
mogę zasnąć, skoro umiem zasypiać tylko "do przodu". To nie przenośnia ani
symbolizm, usypiam dopiero wtedy, gdy po iluś godzinach niewiedzy i
oderwania się od biernego nawet uczesnictwa w Grandzie, ocknę się w nieco
zmienionej rzeczywistości. Ufam swemu optymizmowi, wierzę, że rzeczywistość
będzie pogodniejsza.
   Molesta wlazł okrakiem na swoją czteroletnią córeczkę, włożył jej
"cumla" do buzi. Pocyckaj se, słyszysz, rozkazał. Dziewczynka nie
posłuchała, wyrywała się, Molesta ją "przysiadł", opowiadała matka dziecka,
co się dziwić, że złamał jej mostek i żebra, a cumla "wraził" tak głęboko,
że rozerwał jej krtań. Nie dałam rady temu przeszkodzić, on mnie uwiązał
rzemieniem u kaloryfera. Ledwie malutką uratowano. Molesta posiedział w
pierdlu tylko rok. I wyszedł za poręczeniem więziennego kapelana.
   Lutnik lutuje ludziom mordy i na tym poprzestaje. Złamie nos, szczękę,
wybije parę zębów, uszkodzi oko, po uszach też lutuje. Tym razem złamał
kumplowi kręgosłup i staw biodrowy. Pomagał przy budowie kościoła,
proboszcz tak załatwił, że Lutnik odpowiadał z wolnej stopy. Prac w
kościółku od groma, bez Lutnika ani rusz, no to dali mu trzy lata, ale w
zawieszeniu.
   Maria-Kopularia przytruła klienta-Szweda, a następnie doszczętnie
okradła, wyrzuciła z okna pierwszego piętra i odciągnęła za nogi pod
śmietnik. Przymknęli ją jako podejrzaną i szybko zwolnili. Kopularia jest
pomagierką w domu opieki dla dzieci niepełnosprawnych, prowadzonych przez
zakonnice.
   Molesta, Lutnik, Kopularia są przedstawicielami trzody bożej. Pognają na
Niebiańskie Pastwiska, aby się "ubogacić duchowo", "otworzyć na Boga" itp.
dyrdymałów wysłuchiwać ze świętych ust Namiestnika Opoki. Kto wie, może
akurat chwyci ich telewizyjna kamera i naród ujrzy wśród tłumu
najprawdziwszych Polaków. Ich papież, ich wielkość, ich duma, ich
przyzwolenie na tę olimpiadę bałwaństwa.

Przeglądaj resztę odpowiedzi z tematu





Temat: Bez Dogmatu nr 41 Biały Batman=Karol Wojtyła

Hanna Ablewicz pisze w artykule "Tyłem do przodu"

Kościół, Glemp i ich pryncypał nie byliby tematem moich rozważań i troski,
gdyby z Polski nie uczynili Niebiańskiego Pastwiska. Z kraju w środku
Europy zrobili pośmiewisko, polder, na którym rozlewa się bezustannie
ciemnota, obskurantyzm, szumowina średniowiecza.
   Tylu nawróceń, zawierzeń, krzyży, kościelnych wieżyc i modłów, jak
właśnie w "umiłowanej ojczyźnie" papieża, nie było u nas od stuleci. Nic
nie ma tragiczniejszego od narodu głuptaków, cierpiętniów szukających z
obłędem w oczach swej tożsamości. Włażąc na krzyże, ołtarze i dachy świątyń
jesteś widoczny dla wszystkich; jeśli wyznajesz katolicki confiteor, masz
jak w banku, że okażesz się autorytetem.
   W kraju analfabetów wtórnych i funkcjonalnych, moralnych bankrutów,
"naukowców" od telekinezy i medycyny alternatywnej, różdżkaży, tarociarzy,
wypędzaczy diabłów, pijaków, gwałcicieli, morderców i nosicieli wielu
innych plag, zagrażających nawet cywilizacji szczątkowej - dokonuje się
"nowej ewangelizacji". Ludzie, którzy nie są w stanie powtórzyć prawidłowo
trzysylabowego wyrazu, czują się "jak w Niebie" wysłuchując bełkotów spod
ołtarzy, z ministerstw i sal konferencji prasowych.
   Nieszczęsny kraj! Ile jeszcze lat będziemy czcić zrywy zakończone
klęskami, konstytucję, która nigdy nie weszła w życie, dzień Ducha św,
Niepokalane Poczęcie itp. świętości? Według prawa jesteśmy państwem
świeckim, a dzisiaj kto ma odwagę zażądać szacunku dla rozsądku? Nikt o to
nie ośmieli się upomnieć, bo nikt już nie ma krzty wątpliwości, że podążamy
ku ustrojowi totalizmu kościelnego. Rzecz jasna Kościoła
rzymsko-katolickiego; szczątkowe ilości wyznawców innych religii podzielą
niedługo los arian.
   W barach szerokie, w głowie cofnięte, od nalotu Batmana przypomina
hominida. Posiada dwuboczne spłaszczenie, nadmiernie rozwiniętą
szczękoczaszkę, ugięte w stawach kolanowych nogi. Sunie do tyłu, więc jak
mogę zasnąć, skoro umiem zasypiać tylko "do przodu". To nie przenośnia ani
symbolizm, usypiam dopiero wtedy, gdy po iluś godzinach niewiedzy i
oderwania się od biernego nawet uczesnictwa w Grandzie, ocknę się w nieco
zmienionej rzeczywistości. Ufam swemu optymizmowi, wierzę, że rzeczywistość
będzie pogodniejsza.
   Molesta wlazł okrakiem na swoją czteroletnią córeczkę, włożył jej
"cumla" do buzi. Pocyckaj se, słyszysz, rozkazał. Dziewczynka nie
posłuchała, wyrywała się, Molesta ją "przysiadł", opowiadała matka dziecka,
co się dziwić, że złamał jej mostek i żebra, a cumla "wraził" tak głęboko,
że rozerwał jej krtań. Nie dałam rady temu przeszkodzić, on mnie uwiązał
rzemieniem u kaloryfera. Ledwie malutką uratowano. Molesta posiedział w
pierdlu tylko rok. I wyszedł za poręczeniem więziennego kapelana.
   Lutnik lutuje ludziom mordy i na tym poprzestaje. Złamie nos, szczękę,
wybije parę zębów, uszkodzi oko, po uszach też lutuje. Tym razem złamał
kumplowi kręgosłup i staw biodrowy. Pomagał przy budowie kościoła,
proboszcz tak załatwił, że Lutnik odpowiadał z wolnej stopy. Prac w
kościółku od groma, bez Lutnika ani rusz, no to dali mu trzy lata, ale w
zawieszeniu.
   Maria-Kopularia przytruła klienta-Szweda, a następnie doszczętnie
okradła, wyrzuciła z okna pierwszego piętra i odciągnęła za nogi pod
śmietnik. Przymknęli ją jako podejrzaną i szybko zwolnili. Kopularia jest
pomagierką w domu opieki dla dzieci niepełnosprawnych, prowadzonych przez
zakonnice.
   Molesta, Lutnik, Kopularia są przedstawicielami trzody bożej. Pognają na
Niebiańskie Pastwiska, aby się "ubogacić duchowo", "otworzyć na Boga" itp.
dyrdymałów wysłuchiwać ze świętych ust Namiestnika Opoki. Kto wie, może
akurat chwyci ich telewizyjna kamera i naród ujrzy wśród tłumu
najprawdziwszych Polaków. Ich papież, ich wielkość, ich duma, ich
przyzwolenie na tę olimpiadę bałwaństwa.

Przeglądaj resztę odpowiedzi z tematu





Temat: Peugeot 307 SW vs Passat Variant 1,8 T


Obiektywnej prawdy to my tutaj na pewno nie dojdziemy.


Dziadzia - czyżby emocje ;)... . A tak poważnie to masz rację ...
.


Moje watpliwosci nasuwa jedynie fakt, ze VAG ochoczo zabral sie
do zmian w TT. Drobnych ale byc moze istotnych.
Pytanie brzmi - dlaczego  ?


Bo się bał "miszczów" i procesów sądowych. IMO .... .


IMHO to oprocz TT reszta Audi tchnie gotyckim smutkiem typowym
dla VW. A ze mozna produkowac samochody o indywidualnym image
raczej swiadczy przyklad MB i BMW. A to, ze Schroeder przesiadl
sie do osemki  wcale mnie nie kreci. :-))


To fakt. Prawie wszystkie te Audi i VW są zbyt podobne do siebie
(w obrębie danej klasy). Gotycki smutek mi pasuje, tylko zbyt
mało różnic pomiędzy modelami... .


| Dla zwykłych cywilnych kierowców oferuje "dużo za dużo".
| Pół biedy jeśli dosiada go ktoś z olejem w głowie.
Czego jest "duza za duzo"  np.  w  180 konnej  wersji TT ?
Nie popadajmy w przesade.


Juz o tym mówiliśmy ... .  Dla dobrych kierowców może zbyt mało,
ale Ci miszczowie ... .


| Nie chcę się czepiać, ale może Ty poprostu źle/niechętnie tej pozycji
| szukałeś. Ja mam 180 cm i wierz mi, że po 1000 km wysiadam z tego
| auta (jak na osobówkę) wypoczęty.
Moze... ale na trasie Poznan -  Maastricht too troche czasu mialem
aby znalezc te pozycje... ;-)  Jakos mi  sie nie udalo. :-/


To ja zapytam retorycznie (takie są fakty) - dlaczego Mercedes nie
zrobił jeszcze porządnego fotela. Tak - Kolego. Zawsze po dłuższej
podróży takim autem boli mnie staw biodrowy (w każdym modelu:
123,124,C,E,S (140) - najnowszą E i S na dalekie trasy nie jeździłem).
A teraz "retoryczna" odpowiedź - IMHO Ty nie kupuj VW, ja nie kupię
nigdy Merca. Poprostu Twój tyłek i kręgosłup nie pasują do tego auta,
a mój do całkiem innego ... .


| Ciekawe co w takim razie powiedziałbyś
| nt. komfortu (a raczej kompletnego braku) w Golfie ... . Auto twarde
| IMHO ciasne, ale jakże przyjemne "w dotyku" i prowadzeniu.
Ba... to samo mam  w  swojej zabie. Miejsca jak  w kompakcie,
trzesie jak taczka na wybojach...  Ale ja mowilem  o czyms innym.
Albo fotel w Passacie do mnie nie pasuje albo  mnie jakis  kosmita
zrobil i mam  pokrecone proporcje... ;-)


W tego kosmitę nie wierzę. Proporcje ;) (świntuch) mniemam masz
całkiem OK ;), a częściowa odpowiedź jest powyżej. Aha - ja też
nie pochodzę z kosmosu, a proporcje ............ .


| Dobrze więc, że jest w czym wybierać i nie "musisz" na siłę
| przekonywać się do VW-Audi :).
Zakup TT ani ktoregos RSa na razie mi nie grozi a wiec
nie musze sie specjalnie przekonywac...  ;-))


Mi tez nie grozi a przekonany jestem :). Taki RS
.................................. .


| | Dlatego w tym miejscu dostrzegam subtelną różnicę pomiędzy zwykłymi
| seryjnymi autami, a "wyczynem". Inaczej. W tym momencie Twoje
| auto przestaje "się nazywać" Citroen Xsara i porównanie do aut
| seryjnych (np. takich jak moje) przestaje mieć sens.
| Niekoniecznie.  VTS juz seryjnie ma  mocno rozniace sie od
| innych modeli zawieszenie.

| Coś jak "zwykły" Passat 1,8 T i W8 4motion ?
| Bo jak dla mnie to ten W8 z Passata ma tylko obudowę.
Nie wiem jakie sa roznice miedzy zawieszeniami tych  Passatow.


Siłą rzeczy muszą być znaczne. Zresztą na zawieszeniach chyba znasz się
lepiej niż ja. Pewnie w takim stuningowanym W8 też coś byś poprawiał .... .


| Dlubniecie mialo na celu tylko nie-
| wielkie poprawienie tego co i tak juz bylo zupelnie OK.


:)))


| ... ale już zawsze będzie dłubnięte, więc inne (lepsze?) od serii .... .
To jest  wzgledne - inne na pewno -  czy lepsze to zalezy od tego
jakie  sa preferencje jezdzacego takim  samochodem.
Zona mowi, ze gorsze... ;-))


To jest całkiem oczywiste :))).


| I tak coś mi tu nie pasuje,
| bo koty za bardzo wody nie lubią ;))) ................... .

To mit - kota sie pierze... ale kota sie nie odwirowuje...  ;-)))


To już wiem co zaszkodziło mojej ..............
Dzięki .....................

Pozdrawiam i życzę miłego wypoczynku (aktywnego!!!).

Piotr

Przeglądaj resztę odpowiedzi z tematu



Temat: Bedzie odszkodowanie od ZDM?
Witam,

Wydaje mi sie, ze sprawa jest o tyle ciekawa, ze nieprzyjemne przygody na
naszych ulicach i chodnikach (tudziez sciezkach rowerowopodobnych).

W przypadku uszkodzenia samochodu (np. niespodziewana dziurwa w nawierzchni)
najl;epiej jest wezwac pogotowie drogowe ZDM (9633).
Procedura uzyskania zwrotu kosztow w ZDM (jesli droga jest w gestii ZDM, bo
nie musi) to okolo 3 miesiace ze wsazaniem na okreslenie "ponad".

Osobiscie zycze powodzenia Konradowi S. poszkodowanemu rowerzyscie.
Dobrze by miec precedens nakazujacy odszkodowanie pokrzywdzonemu.
Przekonalo by to inne osoby pokrzywdzone przez nawierzchnie drogowe (i nie
tylko) do pozywania miasta co zmobilizowaloby sluzby miejskie do dbalosci o
powierzone im zasoby (cokolwiek by to okreslalo).

Byc moze haslo "bez tolerancji", ktorego sluzby miejskie (a ostatnio
policja) nie moze skutecznie zastosowac, nalezy skierowac rowniez w druga
strone.

A teraz cytat z Gazety:
------------------------
Rowerzysta żąda 300 tys. zł za wypadek

Mariusz Jałoszewski

To jedna z pierwszych takich spraw wytoczonych przez rowerzystę Zarządowi
Dróg Miejskich. Odszkodowania żąda Konrad S., który miał wypadek na ścieżce
rowerowej i mocno się poturbował. W czwartek sprawą zajął się stołeczny sąd
okręgowy.

Było południe, koniec lipca zeszłego roku. Miejsce: ścieżka rowerowa przy
ul. Sobieskiego, tuż obok kwiaciarek za przystankiem autobusowym przy ul.
Dolnej, w kierunku Ursynowa. Ofiara: Konrad S. (32 l.) wolny strzelec w
usługach elektrycznych, współpracownik studia filmowego. Sprawca: zalany
asfaltem korzeń drzewa.

Konrad S. wartym ponad 1 tys. zł rowerem jechał do matki. To był jego
pierwszy dzień urlopu. Myślami był już na Mazurach. Dojechał do drzewa, koło
roweru trafiło na garb (czyli zaasfaltowany korzeń) i mężczyzna nagle
przewrócił się na lewy bok.

Doczołgał się na przystanek. Myślał, że trochę odpocznie i pojedzie dalej.
Jakiś nieznajomy podał mu wodę, inny zadzwonił po straż miejską, a ta - gdy
przyjechała - po pogotowie. Lekarze stwierdzili, że złamał łokieć i staw
biodrowy. Na 35 dni trafił do szpitala, potem przez dziewięć miesięcy
rehabilitował się na zwolnieniu lekarskim. Do końca września będzie jeszcze
nosił śrubę w lewym łokciu. To wersja Konrada S.

Muszą godnie zapłacić

Rowerzysta nie ma wątpliwości, że za wypadek odpowiada ZDM. Nie zadbał o
należyty stan ścieżki rowerowej, która leży w pasie zarządzanej przez niego
drogi. - Tam korzenie wyszły na wierzch i rozwaliły asfalt. ZDM zalał je z
powrotem i zrobił się garb - uważa Konrad S. Dlatego chce odszkodowania -
formalnie od prezydenta Warszawy, któremu ZDM podlega. Ale dlaczego aż 300
tys. zł? - 80 tys. zł to moje roczne dochody, które straciłem. Reszta jest
za straty moralne, bo np. nie mogłem pojechać na urlop - wylicza mężczyzna.
Konrad S. przekonuje, że żądanie nie jest astronomiczne: - Do tej pory w
naszym kraju ludziom nic się nie należało. Teraz trzeba płacić godnie.

Mnożą wątpliwości

ZDM do sprawy podchodzi sceptycznie. Twierdzi, że nie wiadomo, czy to on
jest adresatem roszczeń, bo za utrzymanie zieleni odpowiada Zarząd
Oczyszczania Miasta. Prawnik ZDM mec. Andrzej Karpowicz podkreśla również,
że nie zawsze za wypadek na drodze odpowiada jej zarządca. - Tu nie ma
świadków wypadku. Nie wiadomo, czy zdarzyło się to w tym miejscu. Jest też
pytanie, czy zachowanie ofiary było właściwe. Może jechał jak wariat? Może
ktoś go potrącił, przewrócił? - mnoży wątpliwości Karpowicz. Dziwi go też
suma 300 tys. zł. Rowerzysta odpowiada, że świadkowie byli, ale wtedy był w
szoku i nie myślał o tym, żeby zbierać ich adresy.

Wczoraj sprawą zajął się sąd okręgowy. Sąd wysłuchał stanowisk obu stron (S.
reprezentuje mecenas z urzędu). Ustalono, że na kolejnej rozprawie - już na
jesieni - sąd przesłucha m.in. strażników miejskich, którzy przyjechali po
wypadku, oraz przejrzy ich notatki z tamtego dnia. Po tych czynnościach sąd
zastanowi się, czy powołać biegłego.
------------------------

Przeglądaj resztę odpowiedzi z tematu



Temat: Czy Terri Schiavo będzie mogła umrzeć
Kiedy Terri Schiavo będzie mogła umrzeć godnie?
Co do tych spekulacji o torturach to nalezy najpierw zapeytac
sie specjalistow. Ci lekarze ktorzy ja badali twierdza ze ona
nie ma zadnych zdolnosci odczuwania bulu.
Ciekawy jestem gdzie byli ci wszyscy ludzie ktorzy nagle sie
obudzili ze wspowczuciem dla Terri jak przez lata odlaczano
setki i tysioce tub od pacjetow w szpitalach, nursing homes i
retirement homes. Dzieje sie to wciaz we wszystkich stanach z
wyjatkiem Florydy aktualnie.
Moim zdaniem chodzi o pieniadze bo rodzina Terri nie pozwolila
jej mezowi dotkac centa z jej funduszy i oni na pewno doprowadza
do jego bankructwa bo koszty prawne sa ogromne. Jej rodzina ma
pieniadze, on jest tylko pielegniazem i musi ciagle opuszczac
prace zeby sledzic wszystko i byc przy Terri. Trudno sie dziwic
ze ma przyjaciolke po ponad 13 latach oszczerstw pochodzacych z
jej rodziny.
Lekarka ktora opiekowala sie Terri mowila w wywiadzie ze on
latami przychodzil i prawie codziennie siedzial przy lozku
Terri, zmienial jej bielizne osobiscie. Tego jej rodzina nie
robila tylko wciaz we wszyskich mediach przeprowadzali nagonke
na niego.
Badania mozgu Terri pokazuja brak jakiejkolwiek aktywnosci a jej
reakcje sa absolutnie odruchowe.

Mojej zony babcia miala wylew i ostatnie 10 lat zycia spedzila w
szpitalach i nursing homes. Zmarla majac 93 lata i przez cale 10
lat prosila wszystkich zeby pozwolili jej umrzec. Jednak jedna z
ciotek mojej zony uparla sie i robila wszystko by utrzymac ja
przy zyciu. W rezultacie koszty leczenia pochlonely caly dorobek
jej zycia (ponad pol miliona dolarow i dom). Na koncu jak juz
nic nie zostalo tylko mediaid pokrywala koszty, jakosc jej
opieki bardzo sie pogorszyla i nawet zabrano z jej pokoju walker
ktory pomaga starszym przy chodzeniu. Zlamala staw biodrowy
probujac dojsc do toalety i wkrotce pozniej zmarla caly czas
narzekajac ze nie pozwolono jej umrzec wczesniej.

Ja mam nadzieje ze nikt nigdy nie bedzie mnie probowal utrzymac
na sile przy zyciu. Wspolnie z zona wypelnilismy Living Will z
instrukcja odlaczenia wszelkiej aparatury sztucznie utrzumujacej
przy zyciu ponad 30 dni. Ja chcialbym umzec godnie i naturalnie.

Gość portalu: gp napisał(a):

> a czy ktos wie o tym ze on ma juz kobiete z ktora maja dziecko
i
> chce sie z nia pobrac gdy tylko teri umrze...
> po drugie gazeta sieje klamstwa mowiac o tym ze orzeczenie
> lekarskie stiwrdza ze teri egzystuje jak warzywo! jedynymi
> lekarzami ktorzy wystawiaja diagnoze sa ci ktorych dopuszcza
> jej "maz"... oczywiscie manipulowal tym dla korzystnego wyniku
> procesu w sadzie... sad orzekl ze moze zostac wyjeta tuba
krota
> podaje sie pokarm dla teri, tym samym wydajac na nia wyrok
> SMIERCI GLODOWEJ!!!
> Tuba zostala wyjeta 15 pazdziernika... czyli do 21 przez 6 dni
> teri przechodzila tortury glodowe do interwencji gubernatowara
> stanu i nowej ustawy w kongresie stanowym...
> to wszystko to gra o pieniadze meza ktore swoja droga zostaly
> przyznane teri i ktore to pieniadze w duzym stopniu zostaja
> wydawane na jej opieke medyczna... jesli ona umrze to on wtedy
> dziedziczy okolo 750000 $ , ktore zostaly jeszcze na kontach...
> Juz sam zapowiedzial ze on i jego kobieta pobiora sie jak
tylko
> teri umrze...
> z drugiej strony to walka o prawo do legalnego usmiercania
ludzi
> ktorzy moga zyc!!!
> tu nie chodzi o eutanazje bo odlaczenie tuby to nie eutanazja
> tylko zabojstwo w bialy dzien na lozku szpitala...
> ciekawe jest to ze niektorzy lekarze stwierdzaja ze teri
moglaby
> miec szanse powrotu do lepszego stanu zdrowia, gdyby nie fakt
ze
> NIGDY nie zostala poddana jakiejkolwiek REHABILITACJI
> to wszystko daje duzo do myslenia...
> materialy zrodlowe mozna czerpac na stornicach
> www.terrisfight.org
Przeglądaj resztę odpowiedzi z tematu



Temat: Czy Terri Schiavo będzie mogła umrzeć
Wypisujesz bezczelne kłamstwa. Od szeregu lat p. Schiavo nie
robi nic dla swojej żony. Nie pozwolił nawet na to żeby z
funduszu pzeznaczonego na opiekę nad żoną kupiono jej np. pastę
do zębów. Rodzina terri od dawna deklaruje gotowość przejęcia
nad nią pełnej opieki. A to że nie spędzają z nią więcej czasu
wynika wyłącznie z tego że p. Schiavo zakazuje im widywania się
ze swoją żoną (w tym również za pomocą orzeczeń sądu). Nie
pozwolił też nigdy na podjęcie próby rehabilitacji małzonki.
Najwyraźniej sukinsyn ma wiele grzechów do ukrycia.

Gość portalu: Tomek napisał(a):

> Ciekawy jestem gdzie byli ci wszyscy ludzie ktorzy nagle sie
> obudzili ze wspolczuciem dla Terri kiedy przez lata odlaczano
> setki i tysioce tub od pacjetow w szpitalach, nursing homes i
> retirement homes. Dzieje sie to wciaz we wszystkich stanach z
> wyjatkiem Florydy aktualnie.
> Moim zdaniem chodzi o pieniadze bo rodzina Terri nie
pozwolila
> jej mezowi dotkac centa z jej funduszy i oni na pewno
doprowadza
> do jego bankructwa bo koszty prawne sa ogromne. Jej rodzina
ma
> pieniadze, on jest tylko pielegniazem i musi ciagle opuszczac
> prace zeby sledzic wszystko i byc przy Terri. Trudno sie
dziwic
> ze ma przyjaciolke po ponad 13 latach oszczerstw pochodzacych
z
> jej rodziny.
> Lekarka ktora opiekowala sie Terri mowila w wywiadzie ze on
> latami przychodzil i prawie codziennie siedzial przy lozku
> Terri, zmienial jej bielizne osobiscie. Tego jej rodzina nie
> robila tylko wciaz we wszyskich mediach przeprowadzali
nagonke
> na niego.
> Badania mozgu Terri pokazuja brak jakiejkolwiek aktywnosci a
jej
> reakcje sa absolutnie odruchowe.
>
> Mojej zony babcia miala wylew i ostatnie 10 lat zycia
spedzila w
> szpitalach i nursing homes. Zmarla majac 93 lata i przez cale
10
> lat prosila wszystkich zeby pozwolili jej umrzec. Jednak
jedna z
> ciotek mojej zony uparla sie i robila wszystko by utrzymac ja
> przy zyciu. W rezultacie koszty leczenia pochlonely caly
dorobek
> jej zycia (ponad pol miliona dolarow i dom). Na koncu jak juz
> nic nie zostalo tylko mediaid pokrywala koszty, jakosc jej
> opieki bardzo sie pogorszyla i nawet zabrano z jej pokoju
walker
> ktory pomaga starszym przy chodzeniu. Zlamala staw biodrowy
> probujac dojsc do toalety i wkrotce pozniej zmarla caly czas
> narzekajac ze nie pozwolono jej umrzec wczesniej.
>
> Ja mam nadzieje ze nikt nigdy nie bedzie mnie probowal
utrzymac
> na sile przy zyciu. Wspolnie z zona wypelnilismy Living Will
z
> instrukcja odlaczenia wszelkiej aparatury sztucznie
utrzumujacej
> przy zyciu ponad 30 dni. Ja chcialbym umzec godnie i
naturalnie.
> Byloby tragedia gdyby wbrew zyczeniom moim i mnie najblizszym
> ktos mi tego odmowil.
Przeglądaj resztę odpowiedzi z tematu



Temat: Eutanazja, autoeutanazja albo...co?
Eutanazja, autoeutanazja albo...co?
W związku z ciągle toczącą się dyskusją na temat eutanazji, mam kilka pytań, na
które pewnie niewielu lub nikt nie odpowie, ale... Piszę z własnego loga, więc
kontakt może być bezpośredni.
Mam czterdzieści kilka lat, wspaniałą żonę, odchowane dzieci i psa, mieszkanie,
samochód i lubianą pracę, ale ... mam również serce do przeszczepu, jak również
staw biodrowy do wymiany. Nie piszę po to aby ktoś się wzruszył, wręcz
przeciwnie, ale, po kolei.
Przeżyłem w życiu bardzo wiele, może za-wiele. Przeżyłem i huragan Andrew
(kilkanaście mil od centrum), i huragan Irene (przejeżdżałem przez centrum),
powodzie, śmierć kliniczną, miłość, staczanie się w alkoholizm i wytaczanie z
niego, więzienie (wprawdzie jeden dzień i nie w kraju, ale zawsze). Widziałem
dużo, może za dużo, mam kilka zawodów, spotykałem na "swojej drodze życia"
ludzi wspaniałych i szmaciaków, chociaż tych drugich bardzo mało, bo
przestrzegana przeze mnie zasada "z ch...mi piję najwyżej tylko raz", dobrze
się sprawdzała. Piłem (czytaj również: "kolegowałem się") i z ministrami i z
milionerami, i z menelami z pod niekoniecznie polskiej budki z piwem,i z
nędzarzami,i z wariatami, i z profesorami. Przeżywałem okres, prawie że
religijnych ekstaz,jak również okres "wadzenia się z Bogiem", co kończyło się
czasami kilkudziesięciominutowymi awanturami przy konfesjonale, lub wynoszeniem
mnie nieprzytomnego na świeże powietrze. Wiem co oznacza praca na pełen gaz
przez 18 godzin na dobę siedem dni w tygodniu, ale wiem również co oznacza 8-
dniowe nieprzerwane picie. Przeczytałem dużą część książęk, które powinienem
przeczytać i tu może mała anegdotka z tym związana. Otóż gdy nauczyłem się
czytać, a przyszło mi to dość ciężko, postanowiłem przeczytać wszystkie książki
świata. Takie marzenie 8-latka (Daniec też ma marzenia). Zabrałem się do tego
ostro i po kilku latach moja bibliotekarka z Gromadzkiej Biblioteki Publicznej
powiedziała mi, że jeszcze rok takiego obłąkańczego czytania spowoduje, że do
zaoferowania będzie miała dla mnie tylko "Poradnik inseminatora"
lub "Zwierzenia dojarki", tudzież wydawnictwa Wydziału Propagandy KC PZPR.
Mógłbym tak pisać i pisać, ale... jak się to ma do tematu wątku?
Otóż, w związku z coraz bardziej słabnącym sercem, zmniejszającą się z każdym
tygodniem aktywnością, co po tak bujnym życiu jest, jakby przedsmakiem śmierci
klinicznej, myślę czy nie byłoby właściwe zwolnienie miejsca na tym świecie dla
innych. Temat eutanazji staje mi się coraz bliższy i bliższy... Wprawdzie już
miałem raz w życiu taką eutanazyjną sytuację, gdy po kolejnym powrocie do domu
w postaci bardziej "oparu alkoholowego" niż ludzkiej, moja ukochana żona (jak
opowiadały mi dzieci), sprawdziła awionikę czajnika bezprzewodowego
firmy "Zelmer" na trasie jej ręka - moja głowa, co skończyło się raną ciętą i
drobnym odłupaniem (to ostatanie to o czajniku), ale poważniej...
Mam świadomość, że czy z nowym sercem, czy ze starym będę już tylko namiastką
tego czym byłem. Ba, po ewentualnym przeszczepie, zabrałbym możliwość przeżycia
komuś, kto bardziej tego pragnie. W ogóle jakie są za i przeciw abym
powiedział "tak" lub "nie", dla swojej ewentualnej eutanazji czy, jak to
nazwałem, autoeutanazji. "Za"; o jednej rzeczy już pisałem, dalej; zwalniam
jedno miejsce pracy, żona dostaje niewysokie, ale jakieś odszkodowanie,
odciążam budżet przez zniknięcie przyczyny wypłat (coraz częściej) zasiłku
chorobowego, w końcu przestaję wypisywać na "forum" grafomańskie elaboraty pod
różnymi pseudonimami. Sprawa eutanazji zostanie niebawem rozstrzygnięta w
Strasburgu, a wtedy?
Na "nie"; słaba, ale mimo wszystko, wola życia, wiara, i... kurczę co
jeszcze?...
Przeglądaj resztę odpowiedzi z tematu



Temat: Święty Rafał za pieniądze
Święty Rafał za pieniądze
Niewatpliwie prywatne szpitale i prywatne uslugi medyczne sa niezbedne do
utrzymania konkurencji i poziomu. Prywatne uslugi musza istniec dla dobra systemu!

Jednak rozpowszechnienie tego typu jednostek i ustanowienie ich standardem
obslugi pacjenta jest patologiczne ex definitione. Dlaczego? Poniewaz wprowadza
konflikt interesow na niekorzysc chorego - lekarzowi w systemie calkowicie
prywatnym zalezy na stworzeniu zaleznosci pacjenta od siebie w celu
maksymalizacji swoich zyskow. Chcecie tego? Chcecie, azeby lekarz wynalazl u was
50 chorob za ktore skasuje pieniadze nawet jesli na nie nie cierpicie i
zazyjecie lekarstw, ktore wam tylko zaszkodza?
Nie? A zatem: globalna prywatna sluzba zdrowia to CHOROBA!

Osobiscie, jako prywatnie ubezpieczony, kiedykolwiek potrzebuje uslugi
lekarskiej otrzymuje ja ... w nadmiarze (!). To mnie wlasnie zrobia 3 razy
powtorki tomografii, kontrastow, badan krwi i najdrozszych metod
diagnostycznych. Wielokrotnie wiecej niz "zwyklemu" pacjentowi. Mnie zapisza
najwiecej i najdrozszych lekow. Po co? Bo moja (prywatna) kasa chorych za to
zaplaci. Czy to jest fair?
W wielu krajach podjeto naturalnie proby rozwiazania tego problemu np. przez
wprowadzenie tzw. DRG (Diagnose Related Group) czyli systemu, ktory ryczaltowo
placi okreslone stawki za okreslone schorzenia. Na pierwszy rzut oka OK - nie
bedzie sie oplacalo lekarzowi dluzej zatrzymywac pacjenta w szpitalu lub robic
wiecej badan niz koniecznie bo i tak dostanie z gory ustalona stawke. Na drugi
rzut oka okazalo sie, ze kazdy pacjent jest inny i nie mozna postawic jednej
diagnozy tylko trzeba dolaczyc do tego rowniez diagnozy wtorne (np. pacjent
znalazl sie w szpitalu z udarem mozgu a okzalo sie ze ma marskosc watroby i
prawdopodobnie naduzywa alkoholu). Bedzie traktowany troche inaczej niz pacjent
z udarem ale bez innych patologii. I to "inaczej" musi znalezc swoje
odzwierciedlenie w rachunku za usluge. Czyli po prostu mowiac "nici" z tego
systemu, bo po staremu trzeba dokumentowac historie choroby, azeby moc udowodnic
innosc przypadku. Rachunek ma tutaj prawie zawsze dwie czesci: ryczaltowa i te
indywidualna. Jednym zdaniem - nie istnieje idealny system opieki zdrowotnej.
Prawdopodobnie "zdrowa" mieszanka z opieki podstawowej dostepnej dla wszystkich
oraz dodatkowo platnych "ulepszen" bylaby optymalna. Ale to jest temat na
ksiazke a nie na forum. Co mialoby do tej podstawowej opieki nalezec? Wydaje mi
sie ze nie ma wyjscia z podwojnej moralnosci lekarza jako leczacego i
zarabiajacego pieniadze (przeszczepic nie przeszczepic? podac tlen czy nie? jak
dlugo? operacja 90-tka na staw biodrowy? wyrwac zeba czy zaplombowac? itd. Kto
za to zaplaci?!).

Konstruktywnie nalezaloby zaczac od tego aby policzyc na ile stac kraj na
podstawowa opieke i z sumy jaka wyjdzie zdefiniowac te minimum. Reszta to wolny
rynek.

Jeszcze tylko krotka uwaga co do kosztow diagnostycznych czy farmaceutikow: ceny
na rynku w Polsce nie maja nic wspolnego z cenami w innych krajach (przyklady:
ten sam przyrzad EEG bedzie 2-krotnie tanszy jesli sie go sprowadzi do Polski
anizeli np. do Austrii; ta sama aspiryna kosztuje w zaleznosci od kraju az 8
krotnie mniej niz w kraju produkcji itd.).

Najprosciej konczac - badzmy zdrowsi i szkodzmy sobie samym (i innym) jak najmniej! Przeglądaj resztę odpowiedzi z tematu



Temat: choroba perthesa
Witaj Iwonko :-))) Moj synek ma 7 lat i od zeszlego roku choruje na ta chorobe ..z poczatku zaczal kulec i skarzyc sie na bol kolana ,w poradni zrobili nam zdjecie z opisem gdzie uwidocznione bylo "starcie " kosci udowej i postawiono wczesniejsze rozpoznanie Choroba Perthesa.Poniewaz w Tychach nie lecza juz tego typu schorzenia skierowano nas do Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach -LIgocie gdzie leczymy sie u dr.Tomaszewskiego -specjalista w tej dziedzinie .Nr do poradni to 207-16-50 (51) trzeba umowic sie na termin -niestety troszke trzeba poczekac ...panie w rejestracji sa bardzo mile gdy powiesz co i jak i ze syn ma martwice kosci to napewno gdzies Cie wcisna na liste w jakims szybciejszym terminie .MOj synek lezal prawie msc w szpitalu -najpierw mial nozke obciazana z calkowitym zakazem chodzenia -po rezonansie mial operacje -wiazadel ( podobno chodzi o przykorcze jakie wtedy mial ).W koncu wypisal nas do domu z skierowaniem do Zakladow Ortopeycznych w Bytomiu gdzie Slawus mial zrobiony aparat Atlanta ( taki obciazajacy staw biodrowy )Na sama mysl o tym przeplakalam wiele nocy i szczerze sie przyznam ze on wtedy 6 letni chlopczyk szybciej sie z tym pogodzil niz ja bo przerazala mnie mysl co ludzie powiedza itd.Wniosek na aparat finansuje NFZ trzeba bylo doplacic ok.30 zl ale niestety wszystkie naprawy sa juz platne gdyz gwarancja tego nie obejmuje...ma on takie rzepki i one z biegiem czasu sie wysluza srednio co 3 msc.Zalecenia sa oczywiscie do minimum ruchu -w aparacie moze poruszac sie tylko po domku -zadnego biegania,skakanie itd.Nie wiem jak duzy jest Twoj synek mysmy poprosili o wypisaie wniosku na wozek inwalidzki - przeciez nie moze dziecko siedziec w domku caly czas -wybor jest dosyc duzy -nasz jest taki na wzor duzego wozka sportowego -Slawus mimo swojego wieku jest drobnym chlopczykiem a ten wozeczek jest do 35 kg - calosc pokrywa NFZ-1800 zl .My leczymy sie juz rok a czeka nas podobno jeszcze 2 lata .Dr.Tomaszewski jest bardzo dobrym specjalista w tej dziedzinie -ale ma jedna i to bardzo zasadnicza wade- nie potrafi kontaktowac sie z rodzicami -o wszystko trzeba na sile wypytywac itd.on ma poprostu taki sposob bycia .Ja bylam w Łodzi w Wojewodzkim Centrum Ortopedi i Rehabilitacji Narzadu Ruchu im.dr Radlinskiego na ul.Drewnowska 75 tel.0-42 256-36-04 (05) wew.152 prof.Marek Syndera - rowniez bardzo dobry specjalista ( niestety 300 km dalej od nas ) i szczerze powiedziawszy wyjezdzajac od niego mialam wiekszy metlik w glowie niz jadac tam -wydal calkiem inne zalecenia niz nasz lekarz w Ligocie -zaden aparat ,syn moze chodzic itd.BYlam u jescze jednego lekarza z zapytaniem co teraz kogo sluchac -jeden z lekarzy zaleca zakaz chodzenia i obciazanie bioderka a drugi wprost przeciwnie -powiedziano mi ze nie ma jednej metody leczenia tej choroby -kazdy z nich leczy na swoj sposob i kazdy odnosi sukcesy.Poniewaz łódz jest tak bardzo daleko a dojazdy tam sporo kosztuja zostalismy przy zaleceniach dr.Tomaszewskiego i dalej sie leczymy.Przestudiowalam juz chyba wiekszosc stron ta ten temat i tam tez sa wskazania do ograniczenia ruchu a nawet do calkowitego bezruchu lub lezenia na wyciagu.
Rozumiem ze teraz jest Ci bardzo ciezko tym bardziej ze jestes w ciazy ale moim zdaniem powinnas skonsultowac sie z tym lekarzem w Ligocie ( o ile mieszkasz gdzies niedaleko)
MOj Sławus na dzien dzisiejszy porusza sie na wozeczku inwalidzkim ,w domku moze chodzic dzieki temu aparatowi ,chodzimy na rehabilitacje i na basen ( w wodzie cwicza wszystkie miesnie i nozka jest sama odciazana ) i jestesmy dobrej mysli ze w koncu sie to wszystko skonczy i znow bedziemy mogli prowadzic normalne zycie jak kiedys :-)))))
Gdybys Iwonko miala jakies pytania to pisz na poczte amelka99@buziaczek.pl gdyz tutaj na wyborczej mi sie ten niczek blokuje :-))) Pozdrawiam cieplutko Ciebie,synka i malenstwo :-)))) Przeglądaj resztę odpowiedzi z tematu



Temat: choroba perthesa
Wygrałem z Perthesem :-)
Witam. Chciałbym wszystkich zapewnić, że choroba Perthesa nie jest końcem
świata. U mnie została zdiagnozowana, gdy byłem w 5 klasie podstawówki. Czułem
ból w pachwinie i mocno utykałem. Pierwszy lekarz odesłał mnie z receptą na maść
i zaleceniem oszczędzania nogi, ale nie dałem za wygraną. Miałem dużo szczęścia,
że za drugim razem trafiłem na tego lekarza, na którego trafiłem. Diagnozę
potwierdzono podczas rezonansu i zostałem skierowany do specjalisty do Piekar
Śląskich. Od razu powiedziałem, że nie chcę żadnych operacji, chcę wyzdrowieć i
móc uprawiać sport tak jak każdy zdrowy nastolatek. Lekarz powiedział, że to
możliwe, ale muszę uzbroić się w cierpliwość. I tak przez ok. 1,5 roku chodziłem
o kulach. Miałem też dostać aparat, ale jak go zobaczyłem to zapytałem lekarza
czy mogę zostać przy kulach. Powiedział, że nie ma problemu, ale muszę się
naprawdę pilnować. Podobno są też lepsze aparaty odciążające staw biodrowy, ale
są drogie, trudno dostępne, a większość jest robiona głównie dla dorosłych...
Wracając do mojego chodzenia o kulach... może nie było łatwo (szczególnie zimą
:-))) ale najważniejsze jest, aby zaakceptować sytuację. Szybko nabrałem wprawy
i na kulach chodziłem wszędzie. Byłem w Tatrach na wakacjach, zwiedziłem
Ojcowski PN na szkolnej wycieczce... nie było dla mnie żadnych barier :-))).
Poza tum naprawdę się pilnowałem, ale maksymalnie odciążyć staw. NIGDY nie
stanąłem na tej nodze przez całe 1,5 roku poza kilkoma potknięciami itd, których
nie da się uniknąć - jednak nigdy nie zrobiłem tego umyślnie. Dwukrotnie byłem w
sanatorium, aby wzmacniać mięśnie ćwicząc w odciążeniu. Było to koniecznie,
ponieważ całkowicie odciążając nogę, był taki moment przed pierwszym pobytem w
sanatorium kiedy wsiadając do samochodu musiałem ją podnosić rękami - po prostu
mięśnie dramatycznie traciły na sile. Ćwiczenia w sanatorium bardzo mi pomogły
(poza tym poznałem tam wielu wspaniałych ludzi, których do dziś wspominam, a
niektórych nawet odnalazłem na naszej-klasie hehe :D). Po 1,5 roku moich małych
męk w końcu mogłem odstawić kule. Dzięki rehabilitacji mogłem od razu normalnie
chodzić. Nigdy nie zapomnę uczucia, gdy po takim czasie zrobiłem pierwszy krok.
Jeden z najbardziej magicznych momentów w moim życiu :-))). Czekało mnie jeszcze
drugie tyle czasu bez uprawiania sportu, ale mogłem już normalnie chodzić i to
było coś. Kolejne 1,5 roku, kolejna wizyta u lekarza i kolejna piękna chwila.
Facet ogląda zdjęcie i mówi, że zwolnienie z wf nie będzie już potrzebne. Radość
niesamowita :-))). Dzisiaj trenuję koszykówkę, biegam, gram w piłkę nożną,
słowem - robię wszystko to co inni, a nawet więcej :D. Po 3 latach miałem wręcz
takie parcie na sport, że pierwsze wakacje spędziłem codziennie biegając przez 2
miesiące. Potem w gimnazjum miałem z wf same 6, jeździłem na zawody, podczas gdy
przed chorobą notowałem raczej oceny w okolicach 4-5 i miałem ładne oponki na
brzuchu ;D. Można więc powiedzieć, że z chorobą jest tak jak ze wszystkim -
zawsze znajdą się jakieś dobre strony.

Z góry przepraszam za jakieś błędy interpunkcyjne w poście itd - pisałem szybko
:-). Chciałbym życzyć paniom, żeby wasze dzieci również wyzdrowiały i mogły w
pełnić cieszyć się życiem, jednak potrzebują do tego dużego wsparcia z waszej
strony. To jest naprawdę ważne, musicie jest wspierać z wszystkich sił, każdy ma
różną odporność psychiczną na takie wydarzenia, jedni będą sobie z tym lepiej
radzili, innym przyjdzie to trudniej, ale myślę, że mogę być żywym przykładem na
to, że z tą chorobą można wygrać ostatecznie.

Jeśli ktoś ma jakieś pytania proszę pytać, chętnie odpowiem, jeśli będę mógł
pomóc ;-). Przeglądaj resztę odpowiedzi z tematu



Temat: endo.bóle
Hej Olcia,

Nie wiem od czego zaczac.... :( Odkad pamietam bolaly mnie kolana, a zwlaszcza
przed deszczem, to w dziecinstwie. Potem dolaczyly do tego kostki (stawy
skokowe). Pozniej zaczely sie problemy ze stawami palcow u rak...ktore trwaja
do dzis. Rano przez ok. pol godziny mam tak sztywne i spuchniete palce, ze nie
moge nimi ruszac nie mowiac o zginaniu. To samo z krzyzem. Jak dlugo leze, np.
spie, a pozniej wstane nie moge sie wyprostowac tak mnie boli. Dopiero jak
sie "rozchodze" to jest jako tako. No i nie moge dlugo stac bo zaczyna mi to
niezle dawc w kosc. A z tego dlugiego stania jak usiade to znow nie moge sie
wyprostowac.... :( Oprocz tego mam problem z jednym biodrem. Czasem jak ukucne
i posiedze tak pare minut, nie moge przystanac na jedna noge, bo mam wrazenie
ze ktos mi wbil jaks szpile w staw biodrowy. Musze polozyc sie na 15 minut zeby
przeszlo.
Tak sie z tym wszytkim mecze odkad pamietam a mam 33 lata. Przez wiele lat
uprawialam wyczynowo sport, dalej cwicze ale nie wyczynowo(juz ponad 20 lat)
wiec moj lekarz sportowy wine za wszystko skladal na wysilek... Robil mi pare
razy testy ale nic nie wychodzilo. Mialam oczywiscie pare kontuzji zwiazanych
ze sportem, ale to inna historia. No wiec niedawno zrobiono mi test i wyszlo ze
mam reumatoidalne zapalenie stawow. Poprzednio badania byly prawdopodobnie
robione nie w ostrej fazie choroby dlatego wychodzily negatywne. Ostatnio mam
ogrome problemy z nadgarstkami a zwlaszcza prawym. Wyrosla mi na nim
jakas "kulka", prawdopodobnie guzek remumatoidalny, przez ktora nie moge
normalenie ruszac nadgarstkiem. No i oczywiscie boli mnie. Ogolnie bola mnie
wszystkie stawy a zwlaszcza pred zmiana pogody. Tak mnie wtedy "lamie w
kosciach", ze czuje sie na 80 lat.
Mialam oprocz tego kiedys wode w kolanie, sciesnienie sie miesnia barkowego, co
spowodowalo ze nie moglam w ogole ruszac reka przez pare tygodni.... Bylo tego
tak duzo przez moje zycie, ze tak naprawde nie pamietam wszystkiego :((((
Mam nadzieje ze troche Ci moj opis pomoze lub podtrzyma na duchu.
A props Twoich wynikow. Nawet jesli wyjda w porzadku to wcale nie znaczy, ze
nie masz reumatyzmu. Musisz powtorzyc badania w ostrej fazie nie biorac zadnych
przeciwzapalnych lekow!!! Paskudna rzecz jest taka ze nie ma konkretnego
leczenia na choroby stawow. Tylko leki przeciwzapalne, ktore dzialaja dopoki je
bierzesz. A dla mnie z kolei szkodza na astme. No i jest bledne kolo. Dlatego
na szczescie sa leki Chinskie, ziolowe, ktore przynosza ulge a nie szkodza na
reszte. Mieszkam w miejscu, gdzie na szczescie z lekami tego typu nie mam
problemow. :)))

Napisz mi jeszcze co takiego wyczytalas na internecie czego sie obawiasz. Ja
tez wiem ze moge miec cos jescze zwiazanego z endo. Napisz co wymyslilas.

Pozdrawiam,
Kasia
Przeglądaj resztę odpowiedzi z tematu